Słowo z liturgii 7.11.2018

Flp 2, 12-18

Ps 27 (26), 1bcde. 4. 13-14 (R.: 1b)

Łk 14, 25-33

 

Na początku – nie mogę obiecać, że będę pisać komentarze do Słowa codziennie. Pracuję, mam swoje obowiązki. Wszystko, co będę robić na tym blogu, przynajmniej na razie (a nie sądzę, by kiedyś się to zmieniło, ale niech się pełni wola Boga, jakakolwiek by ona nie była- kiedyś coś się pisało za wierszówkę ;), ale właśnie dlatego blog, by głosić, niezależnie od wszystkiego), robię w swoim wolnym czasie i dla chwały Pana. Zresztą bardzo bliska mi jest ta idea Pawła, apostoła, który jednocześnie wyrabiał namioty i nie korzystał z praw, które daje Ewangelia – głosić Słowo, bo „biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii, bo świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku” (por. 1 Kor 9, 14-22).   Chcę pisać o tym Słowie, które mnie jakoś osobiście dotknie lub będzie we mnie kiełkować w przemyślenia. Miałam w życiu kilka sytuacji, w których po prostu łzy wzruszenia napływały same do oczu, gdy Słowo dnia korespondowało z wydarzeniami w moim życiu, czasami właśnie z konkretnego dnia. Bywa, że rzeczywiście można sobie to „interpretować na siłę”. Ale nie o to mi chodzi- czasami było to uderzające.  Innym razem jest Słowo, który jakby odpowiada na moje rozważania czy myśli z wielu dni, tygodni, czy miesięcy. Jest to takie słowo „Eureka”. Tak jest akurat z dzisiejszym Słowem.

 

Dziś właśnie takim słowem „Eureka” jest Ewangelia.

To nie jest łatwa Ewangelia. Przeczytajmy ją jeszcze raz.

„Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.
Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».

Czy to chodzi o pieniądze? Niekoniecznie. Czy to chodzi o nienawiść? Nie. Nie w takim rozumieniu, jak dziś pojmujemy to określenie. Czy to chodzi o robienie krzywdy sobie? Nie. Słowa nie można wyrywać z kontekstu. Nie można zestawiać fragmentów Biblii przeciwko sobie. Jeżeli w jednym miejscu natchnione Słowo mówi, że „nikt nie odnosi się z nienawiścią do swojego ciała (Ef 5, 29), to na pewno inny fragment Słowa do tego nie zachęca. 🙂 To w ogóle ważna zasada, o której warto pamiętać. Boże Objawienie jest jedno i całościowe.

To o co chodzi?

Od pewnego czasu układałam sobie w głowie różne kwestie. I doszłam do wniosku, że bez wątpienia w dużej mierze życie w zgodzie z Bogiem, prawdziwe życie chrześcijańskie, jest życiem w zupełnej zgodzie z sobą, także ze swoją naturą i psychiką. Tak po prostu jest. Ale nie możemy zatrzymać się na tym stwierdzeniu. Na pewno bowiem spotka nas kiedyś taka sytuacja, że będziemy musieli wybrać coś pozornie wbrew naszej naturze (jak na przykład miłość nieprzyjaciół albo zrobienie czegoś wbrew naszym uczuciom i pragnieniom). Czy to oznacza, że wówczas będziemy naprawdę działać wbrew swojej naturze? Otóż nie. Kluczem do pogodzenia tych kwestii, jest:
1. Odróżnienie między naturą w znaczeniu biologicznym a naturą jako istotą osoby ludzkiej (która łączy w sobie psychikę, ciało i duszę).
2. Przyjęcie, że ludzka natura została zraniona grzechem pierworodnym i odtąd istnieje w nas pewne nieuporządkowanie i sprzeczności między dążeniami różnych komponentów naszej natury (w tym drugim znaczeniu wg pierwszego punktu). Co ciekawe, ta dysharmonia dotyczy przede wszystkim właśnie nas, ludzi. Zwierzęta, czy rośliny, nie posiadając takiej duszy, jaką mamy my – przeznaczoną do uczestnictwa w życiu Bożym – stosując się do praw swojego instynktu, zawsze wypełniają wolę Bożą. Z człowiekiem, który łączy w sobie jako korona stworzenia, element zwierzęcy i anielski, jest już inaczej od czasu grzechu pierworodnego. Przed grzechem wszystkie nasze władze działaly tylko dla chwały Boga, pomagając nam realizować naszą misję mostu między tym co cielesne, a tym, co duchowe. Nie było dysharmoni między funkcjami naszego ciała (takimi samymi jak po grzechu), a potrzebami psychiki, rozumem oraz służeniem Bogu.

3. Przyjęcie, że jesteśmy homo viator , że w wyniku dysharmonii, która w nas jest, znajdujemy się ciągle w drodze ku pełnej integracji naszej osoby, ku temu, co można nazwać Nowym Człowiekiem, człowiekiem takim, jakiego chciał i stworzył pierwotnie Bóg. Może się to w nas dokonywać pod wpływem łaski (pięknie pisze o tym św. Tomasz, a trochę o tym w książce o. Gałuszki „Odnowa w łasce”, którą polecam). Ostatecznie objawi się to po Paruzji. Wtedy będziemy do Niego podobni. Jesteśmy w drodze i ta droga była, jest i będzie naznaczona także naszym grzechem, naszymi wyborami, które z perspektywy wieczności są – najdelikatniej mówiąc – wyborami niedojrzałymi. Niemniej w tej drodze, o ile otworzymy się na działanie łaski Bożej, stopniowo będzie następował proces naszego uświęcenia, przemiany, wzrastania do pełni człowieczeństwa, poprzez powstawanie dzięki łasce z naszych grzechów i cierpliwą pracę nad sobą (ileż mądrości w Liturgii Godzin, która w Wielkim Poście powtarza: „Umocnieni łaską Bożą, pracujmy nad sobą w wielkiej cierpliwości”!). Podobnie jak małe dziecko nie panuje nad swoimi emocjami, a dorosły umie nimi rozsądnie zarządzać, jednocześnie nie wypierając tej sfery swojego życia i tym m.in. przejawia się dojrzałość.

Podsumowując, błędem jest fałszywy naturalizm, który zakłada, że słuchając jedynie biologicznych i psychologicznych dążności naszej natury, zdołamy osiągnąć prawdziwe szczęście i harmonię. Błędem jest także antynaturalizm, który dziś może mniej nam zagraża, ale także zdarza się czasami zwłaszcza wśród środowisk głęboko wierzących, jak również ateistów czy antyteistów, którzy nam chrześcijanom to zarzucają (wbrew prawdzie) – odrzucenie ciała i powrót do gnozy, wbrew temu, co mówi św. Paweł – nie toczymy walki przeciw ciału i krwi (Ef 6, 12).

O co więc chodzi w tej Ewangelii? O hierarchię wartości. O odarcie nas ze złudzeń. W stanie po grzechu pierworodnym, będziemy musieli wybierać. I przyjdą w naszym życiu chwile, w którym będziemy musieli postąpić wbrew sobie (w krótkookresowej perspektywie), by  działać w zgodzie z Bogiem, ale to znaczy ostatecznie z samym sobą (ze swoją prawdziwym celem życia i pełnią człowieczeństwa). Nie da się przeżyć życia bez dokonywania wyborów. Nie da się, nie doświadczyć w swoim życiu walki. Ważne byśmy tylko pamiętali jednocześnie o wszystkich 3 wyżej wymienionych punktach.

Nie da się przeżyć życia bez swojego krzyża.

Pan jest z Tobą, dzielny wojowniku! A jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s