Wszystko się rypło, usprawiedliwienie i stare herezje

Krótka instrukcja: ten wpis trzeba albo przeczytać cały, albo początek, a potem wnioski końcowe, a następnie wrócić do środkowej części. 😉 Mam nadzieję, że tym samym przeciwdziałam niechęci do przeczytania go z racji na kulturę Internetu, czyli słowa krótkiego. 😉

Dzisiejszy wpis będzie wyjaśnieniem kilku spraw. Inspiracją do niego jest dla mnie przede wszystkim punkt 407 Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Nauka o grzechu pierworodnym – związana z nauką o Odkupieniu przez Chrystusa – daje jasne spojrzenie na sytuację człowieka i jego działanie w świecie. Przez grzech pierwszych rodziców diabeł uzyskał pewnego rodzaju panowanie nad człowiekiem, chociaż człowiek pozostaje wolny. Grzech pierworodny pociąga za sobą „niewolę pod panowaniem tego, który ma władzę śmierci, to jest diabła” (Sobór Trydencki: DS 1511; por. Hbr 2, 14). Nieuwzględnianie tego, że człowiek ma naturę zranioną, skłonną do zła, jest powodem wielkich błędów w dziedzinie wychowania, polityki, działalności społecznej (Por. Jan Paweł II, enc. Centesimus annus, 25. i obyczajów”.  No dobra, ale co trzeba uwzględniać? Znajdujemy to w kolejnych punktach i w innych dokumentach Kościoła, np. w punkcie 400:

„Ustalona dzięki pierwotnej sprawiedliwości harmonia, w której żyli, została zniszczona; zostało zerwane panowanie duchowych władz duszy nad ciałem (Rdz 3, 7.; jedność mężczyzny i kobiety została poddana napięciom (Rdz 3, 11-13.; ich relacje będą naznaczone pożądaniem i chęcią panowania (Rdz 3, 16). Została zerwana harmonia ze stworzeniem; stworzenie widzialne stało się wrogie i obce człowiekowi (Rdz 3, 17. 19). Z powodu człowieka stworzenie „zostało poddane marności” (Rz 8, 20). Na koniec zrealizuje się wyraźnie zapowiedziana konsekwencja nieposłuszeństwa (Rdz 2, 17.: człowiek „wróci do ziemi, z której został wzięty” (Rdz 3, 19). Śmierć weszła w historię ludzkości (Rz 5, 12)”.

Mówi też o tym Sobór Watykański II: „W ciągu bowiem całej historii ludzkiej toczy się ciężka walka przeciw mocom ciemności; walka ta zaczęta ongiś u początku świata trwać będzie do ostatniego dnia, według słowa Pana. Wplątany w nią człowiek wciąż musi się trudzić, aby trwać w dobrym, i nie będzie mu dane bez wielkiej pracy oraz pomocy łaski Bożej osiągnąć jedności w samym sobie (Sobór Watykański II, konst. Gaudium et spes, 37)”

I jeszcze raz Katechizm w punkcie 418: Na skutek grzechu pierworodnego natura ludzka została osłabiona w swoich władzach, poddana niewiedzy, cierpieniu i panowaniu śmierci; jest ona skłonna do grzechu (tę skłonność nazywa się „pożądliwością”).

Oczywiście sytuacja nie jest przegrana, bo mamy Zbawiciela, mamy łaskę, a i nasza natura nie została zniszczona, lecz jedynie zraniona. Ale musimy pamiętać o tym, że mówiąc potocznie „wszystko się rypło” i nasza natura choć jest tą samą, nie jest już taką samą jak przed grzechem pierworodnym i dotyczy to właśnie człowieka, a nie innych stworzeń (które tylko pośrednio są dotknięte nieporządkiem, jaki człowiek, który miał nad nimi panować, wprowadził w świat, a co więcej one z racji braku takich władz jak pełny rozum i wolna wola, nie ponoszą odpowiedzialności moralnej za swoje czyny i cokolwiek czynią zgodnie ze swoimi naturalnymi skłonnościami, czynią zgodnie z wolą Bożą). Pisałam już o tym we wcześniejszych postach.

Zanim przejdę do puenty, by swoistą klamrą zamknąć ten tekst, wracając do kwestii wychowania, zacytuję jeszcze kilka fragmentów Dekretu o usprawiedliwieniu Soboru Trydenckiego:

Kan. 1: Jeśli by ktoś twierdził, że człowiek może być usprawiedliwiony przed Bogiem przez swoje czyny dokonywane albo siłami ludzkiej natury, albo dzięki nauce Prawa, lecz bez łaski Bożej poprzez Jezusa Chrystusa, niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.

Myślę, że tu nie trzeba komentarza. Nie ma czegoś takiego jako samozbawienie lub zbawienie tylko na podstawie prawego życia, bez skorzystania z owoców męki Chrystusa, bo był grzech pierworodny.

Kan. 2. Jeśliby ktoś twierdził, że łaska Boża przez Jezusa Chrystusa na to jest tylko dana, aby człowiek łatwiej mógł sprawiedliwie żyć i mógł na życie wieczne zasłużyć, jak gdyby wolną wolą bez łaski jedno i drugie, choćby nawet z wielkim trudem mógł wysłużyć, niech będziewyłączony ze społeczności wiernych.

Błędny jest pogląd, że ktoś może tylko swoją wolną wolą bez łaski Bożej (nawet zakładając wielki wysiłek) żyć sprawiedliwie i jednocześnie zasłużyć na życie wieczne sam.

Kan. 16: Jeśliby ktoś twierdził z bezwzględną i nieomylną pewnością a bez specjalnego
objawienia, że na pewno uzyska ten wielki dar wytrwania aż do końca – niech będzie
wyłączony ze społeczności wiernych. 

Czyli tak jak w Biblii: Kto stoi, niech baczy, aby nie upadł (por. 1 Kor 10, 12). Nikt nie może być pewny, że się mu noga nie podwinie.

Kan. 18: Jeśliby ktoś twierdził, że przykazania Boże nawet dla człowieka sprawiedliwego i będącego w łasce są niemożliwe do zachowania – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych. 

Czyli błędne jest przekonanie, że przykazania Boże z pomocą łaski Bożej są niemożliwe do zachowania.

Kan. 22. Jeśliby ktoś twierdził, że usprawiedliwiony albo może wytrwać w otrzymanej
sprawiedliwości bez specjalnej pomocy Bożej, albo że z nią nie może wytrwać – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.

Odrzucenie błędu z punktu 18 ale i błędu odwrotnego czyli przekonania, że bez pomocy łaski Bożej można wytrwać w świętości, wiernie zachowywać Boże przykazania, tak po prostu samemu z siebie.

Kan. 23. Jeśliby ktoś twierdził, że człowiek raz usprawiedliwiony nie może już więcej
grzeszyć ani też utracić łaski i że dlatego ten, kto upada i grzeszy, nigdy nie był prawdziwieusprawiedliwiony, albo przeciwnie – że sprawiedliwy przez całe życie może unikać wszystkich grzechów, nawet lekkich, jeżeli nie łączy się to ze specjalnym przywilejem Bożym, jak to Kościół utrzymuje o świętej Dziewicy – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.

Czyli nie ma na tym świecie nikogo poza Maryją i oczywiście Jezusem, który by od chrztu świętego aż do swojej śmierci nie popełniał przynajmniej lekkich grzechów. Po prostu. Tak jest.

Kan. 27. Jeśliby ktoś twierdził, że nie istnieje żaden grzech śmiertelny poza grzechem
niewiary i że przez żaden, choćby najcięższy grzech, z wyjątkiem grzechu niewiary, nie
można utracić raz otrzymanej łaski – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.

A podobno opcja fundamentalna, to nowinka teologiczna. Jak widać raczej jedna z gałęzi złego drzewa, o którym mowa w tym punkcie 4 wieki wcześniej. 😉

Kan. 29. Jeśliby ktoś twierdził, że ten, kto upadł w grzech po chrzcie, nie może przy łasce
Bożej powstać, albo że może odzyskać utraconą sprawiedliwość przez samą wiarę bez sakramentu pokuty (wbrew temu), jak dotąd wyznawał, zachowywał i uczył święty, rzymski i powszechny Kościół, pouczony przez Chrystusa Pana i Jego Apostołów – niech będzie wyłączony ze społeczności wiernych.

Odrzucenie Judaszowej rozpaczy. Odnośnie wzmianki o sakramencie pokuty i mogącego się pojawić pytania o żal doskonały. W sensie ścisłym mowa tu o wierze, a nie o żalu, to po pierwsze. Po drugie, żal doskonały gładzi grzechy ciężkie, ale kiedy połączony jest z pragnieniem spowiedzi, gdy tylko będzie ona fizycznie możliwa.

No dobra, to teraz WNIOSKI KOŃCOWE.

Tym, co niezmiennie fascynuje mnie w katolickiej wersji chrześcijaństwa jest to, że jest to wersja „i i”, a nie „albo albo”. Stąd też, gdy mamy wątpliwości, co jest poglądem katolickim, a co nie, w wielu przypadkach nie są nimi postawy skrajne. Przykład: Jezus nie jest ani tylko człowiekiem, ani tylko Bogiem, ale i Bogiem, i człowiekiem. Dobrze to też pokazują przytoczone przez mnie kanony Soboru Trydenckiego (byłoby to jeszcze wyraźniejsze, gdybym też przytoczyła te o uczynkach, ale wówczas ten post byłby jeszcze dłuższy, a ja muszę iść spać :D). Zresztą tematem „jak się do tego mają uczynki?” na pewno się jeszcze zajmę. Zasada „i i” ma też swoje zastosowanie w ocenie wielu poglądów filozoficznych względem doktryny katolickiej (czy są koszer, czy nie 😉 ).

Zarówno pogląd, że natura ludzka jest kompletnie zepsuta i że człowiek nie jest w stanie zachowywać przykazań Bożych, nawet z łaską Bożą, jest niekatolicki, jak i drugi, że człowiek ze swojej natury sam w sobie, bez Bożej pomocy może osiągnąć harmonię w samym sobie, zdobyć wszystkie cnoty itp. Oba błędy są dziś powszechne w podejściu do siebie, do drugiego człowieka i w wychowaniu. Oba opierają się o…naturalizm, czyli odrzucenie wszelkiego innego porządku w świecie i założenie, że natura ludzka jest swoistym bogiem (w przypadku pierwszym takim złym bogiem, a w przypadku drugim dobrym). Pierwszy pogląd będzie prowadził do przekonania, że praca nad sobą w ogóle nie ma sensu i w sumie… róbta co chceta, bo i tak lepiej z nami nie będzie. No i Pan Bóg i tak wszystko nam przebaczy i to z automatu, bo przecież nie da się w ogóle żyć moralnie. Przyjęcie takiego poglądu ma oczywiście opłakane skutki. Co ciekawe takie przekonanie żywiło część gnostyków. Druga część była bliska drugiemu przekonaniu, dziś o wiele częściej będzie można spotkać wśród osób wierzących. Herezja bywa często dwugłową hydrą i tak jest w tym przypadku. To pogląd skrajnych ascetów, chcących nie tyle być wiernymi Bożemu prawu, ile nie mieć w ogóle pokus przeciw temu Prawu (nie mam na myśli katolickiego ascetyzmu, a sekciarski potępiany wielokroć przez Kościół) ale i tych „mistrzów” wychowania, którzy oczekują od dziecka, wychowanka, podopiecznego, owieczki itp., natychmiastowej zmiany z punktu A (grzeszność) do punkt Z (doskonała świętość) z pominięciem łaski Bożej (taki skrajny pogląd niektórych nurtów psychologicznych i duchowościowych – sam jesteś w stanie mocą tylko swojej natury dojść do harmonii i doskonałości, ba, jest ona już w tobie, tylko musisz ją odkryć). Musisz się bardziej starać, jeszcze bardziej i jeszcze bardziej. A jak ci nie wyszło, to jesteś trąba. I jesteś w ogóle beznadziejny, bo masz być perfekcyjny. Najlepiej natychmiast. Bo nasza natura jest bardziej skłonna do dobra niż do zła (jest na odwrót, ale to nie znaczy, że dobro nas nie pociąga i że wielu kwestii moralnych nie możemy odkryć w sobie jako dążność najgłębszej części nas samych). Obie postawy to ewangelia rozpaczy. Jedna jest skokiem w przepaść. Druga próbą zdobycia Mount Everestu bez przygotowania i maski tlenowej. A katolicyzm ma odpowiedź tak bardzo chroniącą od rozpaczy, zdrową dla naszej psychiki i rozwijającą nas w ciągłej wędrówce i wzroście w cnotach.

Dzięki Ci, Boże, za Jezusa Chrystusa, Jego zbawienie, krzyż i zmartwychwstanie, dzięki którym możemy iść stopniowo, trzymając Cię za rękę na Mount Everest, z linami, hakami, w rakach i z tlenem. Dzięki Ci za Twoją łaskę, za sakramenty i wszystkie inne pomoce. Jesteś dobry, nie wymagasz niemożliwego, dajesz łaskę dla zachowania Twoich przykazań, ale i wiesz, jaka jest nasza natura i dlatego dałeś nam sakrament pokuty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s