Zacheusz, Adwent, niedorastanie,piryt i kilka innych myśli nieuczesanych

W ostatnich dniach miałam kilka wydarzeń, które skłoniły mnie do kilku refleksji (ale bełkot :D). No ale dokładnie tak jest. I tak w punktach będzie.

1. Długo zastanawiałam się nad opowiadaniem o Zacheuszu. Jak to się mówi, „Zacheusz za mną chodził” od dłuższego czasu. Chyba od ostatniej niedzieli października, niedzieli poświęcenia kościoła, kiedy się o nim czytało. Podziwiałam zawsze tego gościa, który miał w sobie tak dużą determinację i taką obojętność na opinię innych, że jako potentat w mieście, chcąc zobaczyć Jezusa, zaryzykował zrobienie z siebie durnia, wyłążąc na sykomorę. To musiało być śmieszne. Wyłażąc na tę sykomorę, nie dość że znalazł się w centrum uwagi tłumu (niezłe musiało być to wdrapywanie się), to jeszcze na światło dzienne wyjawił własną słabość (niski wzrost). Oczywiście wszyscy wiedzieli, że jest niski. Może i czasem usłyszał za swoimi uszami jakiś komentarz z tego tytułu. No ale teraz to już przesadził, cały tłum zobaczył, że jest TAK NISKI, że nie może zobaczyć Jezusa i musi wyjść na sykomorę. To musiało ująć Jezusa. Zacheusz mimo całej swojej grzeszności, złodziejstwa itd, miał jakiś ogromny dystans do siebie. Dystans tym bardziej poruszający, że tak rzadki u osób, które mają lub mogą mieć świadomość swoich wad, słabości lub… kompleksów. W sumie chyba to jest istotne – Zacheusz wiedział, że jest niski. Ale nie miał z tego tytułu kompleksów.

Najbardziej jednak zawsze zastanawiała mnie kolejność wydarzeń z tego opowiadania. Zacheusz wyłazi na sykomorę, robi z siebie durnia, ale właśnie tym pokazuje Jezusowi, że mu bardzo na Nim zależy. Jezus nie pozostaje obojętny. Nie robi też zbędnych ceregieli. „Zacheuszu, zejdź PRĘDKO, albowiem DZIŚ muszę się zatrzymać w Twoim domu”. (Łk 19, 5). Zacheusz wysyła sygnał. Jezus odpowiada w sposób niewyobrażalny. Przypomina mi to przypowieść o Synu marnotrawnym. Ojciec wychodzi na jego spotkanie, gdy syn jest jeszcze daleko. A potem robi ucztę, daje gościowy pierścień na rękę, sandały na nogi. Kosmos. Jezus idzie ucztować z Zacheuszem, który zdążył naspraszać w międzyczasie całą bandę sobie podobnych z okolicy*. „Jezus będzie dziś wieczorem u mnie w domu” – pewnie tak biegał po kumplach rozradowany. Pamiętacie kobietę samarytańską, która biegnie do miasta „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam” (por. J 4, 39). Jezus przychodzi do Zacheusza przy szemraniu otoczenia. I co się dzieje? Zacheusz mówi o konkretach, które podejmuje w swoim życiu. O przemianie serca, którą sprawiło to spotkanie. «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie» (Łk 19, 8). Zawsze mnie to zastanawiało – ej, a czy on nie powinien tego powiedzieć najpierw, zanim Jezus go odwiedził? No ale teraz obczaiłam, o co chodzić może. 😀

2. Do ważności spowiedzi potrzeba żalu z postanowieniem poprawy (czyli postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości). Chodzi o uznanie, że grzech to zło (z różnych powodów) oraz no właśnie – postanowienie, że nie chcę tego robić w przyszłości. Że bardzo bym chciała wybrać inaczej w przyszłości. Oczywiście nikt nie jest w stanie zagwarantować, że na pewno nie zgrzeszy w przyszłości. Nie chodzi o gwarancję, a o postanowienie niegrzeszenia w przyszłości. Tak mówi Katechizm Kościoła Katolickiego. No i tyle do ważności spowiedzi jest konieczne. Warto jeszcze dodać, że są sytuacje, kiedy ktoś w sposób stały żyje w bliskiej okazji do grzechu i wówczas do ważności spowiedzi konieczne jest też zmienienie tej sytuacji. Jakie to są przypadki poza zamieszkiwaniem z kimś bez ślubu albo byciem w związku z osobą, która w związku być nie może, to już musicie zapytać teologa moralnego, bo wszystkich przypadków tak szczegółowo nie znam. Warto w razie wątpliwość pytać na spowiedzi. Ale… czasami jest tak, że takie postanowienie mamy, że walczymy ze swoimi słabościami i grzechami. Jednak brakuje nam analizy i zastanowienia się – ok, ale w jakich okolicznościach najczęściej popełniam grzechy i co mogę konkretnie zrobić, żeby ograniczyć ich ryzyko w przyszłości. Tak rozumiem Zacheuszowe „oddaję połowę mojego majątku”. Oczywiście ma to też wymiar zadośćuczynienia za swoje winy. Jest w tym jednak w moim odczuciu także taka postawa – pieniądze przewróciły mi w głowie. Dobrze mi zrobi, jeżeli się od nich oderwę. Jeśli będę miał mniej. Jeśli poćwiczę sobie pozostawanie na tym, co naprawdę potrzebne.

 

I wiecie co? Tak sobie myślę, że Adwent to jest dobra okazja, żeby się zastanowić nad tym co konkretnie mogę zrobić, żeby w moim życiu realnie znikł lub zmniejszył się grzech. Nie chcę go popełniać, ale co zrobić, żeby oprócz WOLI, zapewnić sobie pomoc dla woli. Kilka przykładów może od czapy, ale przynajmniej obrazowo: jeśli w 99,99% odwiedziny lub spotkanie z jakąś osobą kończy się karczemną awanturą, może naprawdę warto przynajmniej na jakiś czas ograniczyć kontakt do minimum (zwłaszcza jeśli nie mam moralnego obowiązku kontaktu z tym człowiekiem) i zastanowić się z czego to wynika. Może to moja wada, może po prostu nie trawię tego człowieka, jest dla mnie za trudny z racji na moją wadę i słabości (i wtedy nie mam zrywać kontaktu, tylko zacząć pracę nad tymi swoimi wadami, czy słabościami). A może to jest jakiś wyjątek w moim życiu, nie mam problemów z ludźmi i to raczej wina po drugiej stronie i tej osobie muszę postawić realne konkretne granice. Jeśli wiem, że jak pójdę do konkretnego kolegi, czy koleżanki, w jakieś miejsce, to mogę z prawie 100% pewnością stwierdzić, że to się skończy libacją i kacem, to może nie ma sensu mówić sobie – tym razem dam rady, tylko po prostu ograniczyć te odwiedziny albo zupełnie z nich rezygnować? Jeśli mam problem z pornografią, to może zamiast mówić sobie, że tym razem mnie nie skusi albo tym razem nie ulegnę, po prostu zainstalować sobie jakieś (nawet płatne, bo nasza dusza jest bezcenna) filtry na komputer czy smartfona i to tak, żeby nie były one łatwe do złamania i ominięcia. Jeśli mam problem z uczciwością w pracy, to może warto pomyśleć nad jej zmianą. Bo niekażda praca w taki sam sposób sprzyja oszustwom czy kradzieży. Jeśli często opuszczam Mszę świętą w niedzielę, to może zamiast mówić sobie w sobotę wieczorem, że jakoś się ta niedziela ułoży i znajdę chwilę, by iść na Mszę- zaplanować sobie konkretną godzinę Mszy i iść na nią choćby nie wiem co, albo iść na Mszę przedpołudniem czy w sobotę wieczorem. Jeśli mam problem z obgadywaniem innych, to może zamiast umawiać się na kolejną herbatkę z myślą, że tym razem będę uważać na to, co mówię, po prostu ograniczyć okazję. I na przykład herbatce wyznaczyć limit czasowy. Godzinka, czy półtorej, a nie 3 peplania o wszystkich wokół. Pomyślcie o tym w Adwencie. I niech Zacheusz nam pomoże w tych konkretach. Pamiętajcie, że one się pojawią na modlitwie, po spotkaniu z Chrystusem.

3. Jeśli poprzedni punkt zabrzmiał trochę jak ucieczka (że namawiam do uciekania, a nie do dzielnego walczenia 😉 ), to powiem Wam, że męstwo czasami znaczy stanąć oko w oko z zagrożeniem, a czasami uciekać. Kiedy tzw. lapsis, czyli osoby, które w czasie prześladowań zaparły się wiary, były wysłuchiwane, zadano im pytanie: a czemuście nie uciekali? Przecież mogliście uciekać, dopóki była taka możliwość. No właśnie. https://www.youtube.com/watch?v=rQhRw8o_smA tutaj o tym jest trochę. Wiecie, to wynika ze znajomości samego siebie. Jeżeli wiem, że nie mam dość siły, by oddać życie za wiarę, to uciekam przed prześladowaniami, nie narażam się w głupi sposób na zaparcie się Pana. Jeśli wiem, że nie mam dość siły, by w jakiejś sytuacji pozostać wierną Panu Bogu, to unikam tej sytuacji.

4. Niedorastanie. Tak sobie też pomyślałam, że w naszym życiu pojawia się czasami pokusa, by porzucić głoszenie Ewangelii, kiedy konfrontujemy się z własnym grzechem. Doświadczamy tego, że nie dorastamy do Ewangelii. Ale każdy z nas nie dorasta. Każdy papież, biskup, kapłan, każdy ewangelizator, każdy święty nie dorasta do Ewangelii, bo każdy z nas jest grzesznikiem. Myślę, że jest to po prostu pokusa. I że możemy się z nią rozprawić na 2 sposoby: 1. To, że nie dorastam jest dla mnie motywacją, by mniej nie dorastać. Czyli by wzrastać. By stawać się lepszym. By świadczyć i słowem, i czynem. 2. To, że nie dorastam powinno mi uświadamiać, że Ewangelia, którą głoszę nie jest moja. Że ja tylko przekazuję to, co otrzymałam (por. 1 Kor 15, 3). Ewangelia nie jest moja. To jest depozyt i moim obowiązkiem jest przekazywać ją dalej. Konfrontuje się z nią, czasami boleśnie, także w moim życiu. Ale to nie znaczy, że mam się wymigać od obowiązku. Bo zdam sprawę zarówno z tego, jak moje życie wyglądało wobec jej nakazów, jak i czy przekazałam ją innym, do czego zobowiązuje mnie mój chrzest i bierzmowanie.

5. Piryt. Jakiś czas temu miałam napisać o tombaku, albo o wyrobach czekoladopodobnych. Ale jednak piryt jest jeszcze lepszy. Generalnie, że grzech to jest taki piryt. Piryt to odmiana żelaza. Tyle, że się błyszczy. Często w dawnych czasach nabierali się na niego poszukiwacze złota. Ale wiecie, jak sprawdzało się czy dana bryłka to piryt czy złoto? Nagryzało się zębami. Tylko jest jeden problem – jak nagryziesz złoto, to wgnieciesz je, ale jak nagryziesz piryt, to złamiesz sobie zęba. Piryt dlatego bywa nazywany „złotem głupców”. Myślę, że grzech można porównać właśnie do pirytu. Świeci się to, ulegam jego ułudzie. Myślię, że złoto. Biorę, żeby sprawdzić. A tu łamię zęba Nie warto. A tym bardziej nie warto, kiedy mam wybór między złotem a pirytem, wybierać pirytu. Zdecydowanie nie jest to opłacalne. A tak robimy. Mamy złoto łaski uświęcającej, oraz złoto możliwości realizacji zgodnie z Bożym prawem tej wartości, za którą tęsknimy tak naprawdę, wybierając grzech ale błyszczy nam ten piryt i myślimy będzie złoto, ale fajnie. A tu lipa.

 

No to w sumie by było na tyle na dziś.

* Oczywiście to Mateusz a nie Zacheusz pospraszał kumpli na kolację po swoim powołaniu. Pomylili mi się. Ale nie sądzę, by wizyta Jezusa u Zacheusza nie była również impreza ze sporą liczbą gości. Wiadomo, że znajomych Zacheusza. Ale sama Biblia o tym nie wspomina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s