Fundament, Wigilia i wartości

Dobra, siadam i piszę. To jest dobry dzień na właśnie ten wpis. Miałam wprawdzie go napisać jakiś tydzień temu. Ale widocznie miał się pojawić w Boże Narodzenie.

 

Jakiś tydzień temu właśnie Internety obiegł bulwers i protest z powodu tego, że część rodziców żąda w szkołach Wigilii bez kolęd i bez jakichkolwiek akcentów religijnych. Trend ten zawitał też do miejsc pracy. Chrześcijanie ze słusznym oburzeniem, mówili, że to przecież oksymoron – jak można świętować Boże Narodzenie… bez Boga? Rozumiem to oburzenie, ale… uważam, że po części za takie pomysły odpowiadamy właśnie my – chrześcijanie. Wiecie dlaczego? Bo przez lata próbowaliśmy nauczać chrześcijaństwa od dachu, okien albo chociażby ścian, zamiast od fundamentu. A fundament jest jeden – Chrystus. Już św. Paweł to powiedział: „Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest” (1 Kor 3, 10-13).  Ja się nie dziwię, że cały budynek wiary legł w gruzach w sercach wielu ludzi, którzy przeszli katechizację, wyszli z chrześcijańskich rodzin i odwiedzali nasze kościoły. Dom bez fundamentu, choćby był zbudowany z najszczerszego złota i marmurów, musi się zawalić. Nie dziwię się też, że skoro ci ludzie nie dostali fundamentu, ba, czasami w ogóle o Nim nie słyszeli, robią zdziwioną minę, kiedy się im mówi, że my nie świętujemy wcale tych cegieł, złota i marmurów, tylko coś innego.

Co to ma wspólnego z tą całą wigilijną aferą? Już spieszę z wyjaśnieniem. Zacytuję wpierw Franciszka, który cytuje Benedykta: „Niezmordowanie będę powtarzał słowa Benedykta XVI, wprowadzające nas w serce Ewangelii: «U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą, która nadaje życiu nową perspektywę, a tym samym decydujące ukierunkowanie. Jedynie dzięki temu spotkaniu – lub ponownemu spotkaniu -z miłością Bożą, które przemienia się w pełną szczęścia przyjaźń, jesteśmy oswobodzeni z wyobcowanego sumienia i skoncentrowania się na sobie. Stajemy się w pełni ludzcy, gdy przekraczamy nasze ludzkie ograniczenia, gdy pozwalamy Bogu poprowadzić się poza nas samych, aby dotrzeć do naszej prawdziwej istoty. W tym tkwi źródło działalności ewangelizacyjnej. Jeśli bowiem ktoś przyjął tę miłość przywracającą mu sens życia, czyż może powstrzymać pragnienie przekazania jej innym?» (Evangelii Gaudium,  pkt. 7-8).

 

A co myśmy usilnie robili przez lata? Zamiast powtarzać prawdę, że chrześcijaństwo to Osoba Jezusa, z której wynika wszystko inne: zasady etyczne i moralne, wartości, tradycje, postawy, mówiliśmy: świętujcie z nami, przecież chodzi o wartości: rodzina, ciepło, bliskość, miłość, troska o bliźnich, pokój, braterstwo. Mówiliśmy na okrągło o wartościach chrześcijańskich. I tak mamy pokolenie ludzi, którzy mówią: my chcemy świętować takie wartości jak rodzina, ciepło, bliskosć, miłość, troska o bliźnich, pokój i braterstwo bez Jezusa… To są wartości ogólnoludzkie. Wszystkie one zawarte są w chrześcijaństwie, podobnie jak wszystkie kwadraty mieszczą się w zbiorze prostokątów. Ale te wartości same w sobie nie są chrześcijaństwem. Chrześcijaństwo to coś więcej. O wiele więcej. Wspomniane wyżej wartości bardzo często możemy znaleźć – niekiedy zupełnie lub częściowo inaczej rozumiane w innych religiach i systemach filozoficznych. One są właśnie tymi ziarnami prawdy, rozrzuconymi tam pośród błędu. Są prekatechumenatem dla nieochrzczonych. Ścieżką, która może pomóc im wejść na Drogę.  Scieżką wartą szacunku, uwagi i troski, podobnie jak to wobec tychże ziaren prawdy obecnych w kulturze greckiej czy rzymskiej czynili apostołowie. Ale nie są Drogą. Drogą jest Chrystus.

Dzisiaj nie świętujemy rodziny. Nie świętujemy bliskości. Światła, ciepła, pokoju, braterstwa i serdeczności. Świętujemy narodzenie się w konkretnym miejscu i czasie, konkretnego Człowieka, który jednocześnie jest Bogiem – Jezusa. Chrześcijaństwo jest wyborem pójścia drogą, którą On wskazuje. Ze względu na Niego. Ten wybór nie niszczy niczego, co dobre i szlachetne w naszej naturze, w naszych naturalnych ludzkich kulturowych wartościach. Ba, w końcu to On przez swojego Ducha to wszystko posiał. Ale choćbyśmy wyznawali wszystkie wartości chrześcijańskie i nimi żyli, nie oznacza to jeszcze, że jesteśmy chrześcijanami. I nawet jeżeli z racji na życie zgodne z sumieniem i niezawinione niepoznanie Jezusa lub (także niezawinione) nie uznanie w Nim Zbawiciela, mamy w takiej sytuacji szansę na zbawienie, to zbawieni będziemy przez Niego i na mocy Jego Krwi. To On jest sensem i istotą chrześcijaństwa.

 

Wróćmy do tego, o co prosi nas papież Franciszek i papież Benedykt XVI, a jeszcze wcześniej papież Jan Paweł II i wszyscy ich poprzednicy od apostołów – głośmy Jezusa.

 

„U początku bycia chrześcijaninem nie ma decyzji etycznej czy jakiejś wielkiej idei, jest natomiast spotkanie z wydarzeniem, z Osobą”. Wszystko inne wynika z tego spotkania. To jest właściwa kolejność. Najpierw kładźmy fundament. Potem budujmy resztę. Fundament wręcz krzyczy o resztę. Reszta jest naturalną konsekwencją położenia fundamentu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s