Naczynie ufności

Jezus mówił ludowi:«Czy po to wnosi się światło, by je umieścić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, żeby je umieścić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» I mówił im: «Baczcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dodane; a kto nie ma, pozbawią go nawet tego, co ma» (Mk 4, 21-25)”.

Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jaką rzeczywistość obserwował Jezus, że powiedział, iż kto ma, temu będzie dodane. No bo, wczorajsza przypowieść o siewcy, do której jeszcze wrócę, to wiadomo: typowy wiejski obrazek. A tu? Dziś natknęłam się w Biblii w tłumaczeniu paulistów na taki komentarz: „Jezus posługuje się tutaj obrazem mierzenia i ważenia towarów na rynku, aby wyjaśnić, od czego zależy owocność słowa, którego słuchają Jego uczniowie”. Szybki skan pamięci, czy coś podobnego mi się nie przypomina. Eureka, jest! Rzeczywiście, jak pójdę do warzywniaka lub innego sklepu, gdzie sprzedają towary na wagę, to czy zostanie mi zaokrąglone w górę, czy w dół, czasami zależy od tego, czy proszę o dużo, czy mało. Albo jeszcze lepiej mówiąc, to czy zostanie mi troszkę więcej dosypane, czy też co do grama tyle, ile poprosiłam. Kiedy poprosimy o dużo towaru, albo podamy liczbę z magicznym „około” a ekspedientce nasypie się nieco więcej niż podana przez nas waga, bardzo prawdopodobne, że zapyta: zostawić? Natomiast kiedy podamy taką ściśle określoną liczbę, np. 250 albo 255 gramów, bardziej prawdopodobne, że gdy się jej sypnie 260 lub 300 g, zapyta: odjąć? Rzecz jasna, że nie jest to ścisła reguła, ale faktycznie coś jest na rzeczy.

Jezus chce nam powiedzieć, że Bóg lubi, kiedy prosimy Go o dużo. Kiedy nie stawiamy granic Jego łasce, ważąc ją co do setnych części grama na wadze elektronicznej. On jest hojny. On lubi nam dorzucić. Lubi dać więcej. I to za darmo, nie jak ja na targu ;). A kiedy z uporem maniaka powtarzamy, że chcemy tyle i tylko tyle… No cóż. Z tej hojności, z tej puli większej niż ta, o którą prosiliśmy, ale już nam przeznaczonej w Bożej hojności(!), musi odjąć i dać tylko tyle, ile chcemy. Ze smutkiem. Bóg lubi, gdy prosimy Go jak małe dziecko z szelmowskim uśmiechem: Tatusiu, daj cukierka. A ten dorzuca: weź 2, kochanie.

Przypomniał mi się fragment Dzienniczka św. Siostry Faustyny: Łaski z Mojego miłosierdzia czerpie się jednym naczyniem, a nim jest ufność. Im dusza więcej zaufa, tym więcej otrzyma. Wielką Mi są pociechą dusze o bezgranicznej ufności, bo w takie dusze przelewam wszystkie skarby swych łask. Cieszę się, że żądają wiele, bo Moim pragnieniem jest dawać wiele, i to bardzo wiele. Smucę się natomiast, jeżeli dusze żądają mało, zacieśniają swe serca (Dz. 1578).

Otóż to! Nie ważmy potrzebnej nam łaski Bożej co do miligrama. Bądźmy trochę szaleni w proszeniu. Mówmy Bogu  o wszystkim, czego potrzebujemy. On naprawdę jest hojny. On naprawdę chce nam dać o wiele więcej niż się spodziewamy. Czasami tylko nie od razu, albo nie dokładnie tak. Ale finalnie o wiele więcej i o wiele lepszych rzeczy. On wie, czego nam potrzeba wpierw zanim Go poprosimy (por. Mt 6, 8). Pozwólmy Mu się obdarować. W tym miejscu otwierają się ogromne horyzonty na temat pokory, uznania własnej nędzy i tak dalej, ale to już na innego posta.

I na końcu wspomniana wczorajsza Ewangelia. Zwróciło moją uwagę to, że żyzna gleba może być zarówno, gdy wyda plon trzydziestokrotny, jak i sześćdziesięciokrotny. Nie tylko stokrotny. „Wreszcie zasiani na ziemię żyzną są ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny» (Mk 4, 20). Nie chcę przez to powiedzieć, żeby nie mierzyć wysoko, żeby nie chcieć wydać stokrotnego plonu, żeby zadowalać się „byle czym”, „spocząć na laurach” i cały ten misz masz, który może teraz przyjdzie komuś do głowy. Nie! To oczywiste, że powinniśmy starać się wydać jak najobfitszy plon. Ale czasami nie jesteśmy w stanie wydać tego stokrotnego. Nie że udajemy, że nam się nie chce, że idziemy na kompromisy z własnym grzechem i lenistwem, ale naprawdę. Bo mamy taką a nie inną historię życia, talenty, miejsce urodzenia, zranienia i dziesiątki innych uwarunkowań. I zamiast cieszyć się Bożą radością i uwielbiać Pana, że wydaliśmy ten trzydziestokrotny lub sześćdziesięciokrotny plon, chodzimy ze wzrokiem wbitym w ziemię i jedną myślą: czemu nie stokrotny? To jest jakaś forma niewdzięczności wobec Boga i chorego, niskiego poczucia własnej wartości. Bóg cieszy się, że jesteś żyzną glebą!! Uciesz się tym. 3/4 gleby nie wydało żadnego plonu! Uwielbiaj Pana! Kiedyś na kazaniu w krakowskim kościele dominikanów usłyszałam taką myśl: Bóg wie, jak każdy z nas jest wyposażony. Wie też o wszystkich trudnościach, ograniczeniach i zranieniach, które utrudniają nam przynoszenie owoców. Bóg sądzi nie według liczb bezwzględnych, ale sprawiedliwie, tj. proporcjonalnie do naszego uposażenia. Nie ma sensu się porównywać z innymi. Bóg nie porównuje nas z innymi.

Bóg wie doskonale, która ziemia, jaki plon może dać. Które ziarno, jaki plon może dać. Daj z siebie wszystko, co jesteś w stanie, hojnie (patrz wyżej), prosząc go o łaskę i pomoc. I ciesz się tym. Tak często robimy na odwrót. Bardzo ograniczamy się w proszeniu Go o łaskę, jednocześnie wymagając od siebie przynoszenia wielkich owoców. A to zapomnienie, że bez Niego nic nie możemy uczynić (por. J 15, 5) i po prostu pycha! Uwielbiaj Go za dobro w swoim życiu! Nie pielęgnuj latami smutku z zazdrości innym. Ciesz się swoimi plonami i plonami innych. Ubogacaj innych sobą i przyjmuj to, co inni mogą Ci dać. Poczujesz ulgę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s