Serce Boga

Czasami mam okazję uczestniczyć w Mszy odprawianej dla niewielkiej grupy wiernych. Lubię takie Msze, kiedy stoję metr lub dwa od ołtarza. Gdy przed Eucharystią sama przekładam do kielicha hostię, która wtedy jeszcze jest chlebem, a za kilkanaście minut bez żadnych zewnętrznych zmian, stanie się Ciałem Boga. Gdy przyjmuję Ciało i Krew Pana pod dwiema postaciami. Wczoraj miałam taką możliwość. Stojąc około 1,5 metra od ołtarza, patrzyłam na haft znajdujący się na puryfikaterzu. Było to przebite serce Jezusa, z którego wypływa jedna czy kilka kropli krwi. Przebite serce Boga. Tak, ten wpis będzie o sercu Boga, mimo że będzie także o kilku innych sprawach. Przebite serce Boga jest jednak kluczem, aby je zrozumieć.

Stojąc wczoraj na wspomnianej Mszy, moje serce było wypełnione bólem. Nie może być inaczej po tym wszystkim, co pokazał film Tomasza Sekielskiego. O tym, że tego typu rzeczy, choć statystycznie patrząc rzadko, to jednak mają w Kościele miejsce, wiedziałam. O tym, czym jest molestowanie seksualne z autopsji, dzięki Bogu, nie wiem. Ale wiem od ofiar. Poznałam osobiście ludzi molestowanych w dzieciństwie, chociaż nie przez księży. Poznałam też księży, którzy mieli w swoim życiu problemy z czystością, aczkolwiek nie pedofilskie. Widziałam łzy jednych i drugich. Cierpienia skrzywdzonego dziecka nie da się niczym usprawiedliwić. Jest ono najwyższą formą niesprawiedliwości. Cierpienie dziecka jest cierpieniem niewinnym. Dorosły jest za dziecko odpowiedzialny. Żadne, nawet nieodpowiednie zachowanie dziecka, nigdy nie usprawiedliwi przemocy fizycznej, psychicznej, ani seksualnej wobec dziecka. Dziecko jest bowiem słabsze. Dziecko jest i ma prawo być niedojrzałe. Dorosły ma obowiązek wykazywać się większą dojrzałością od dziecka. Dziecko może nie umieć powstrzymać swojego gniewu, czy wszelkich afektów. Dorosły ma obowiązek panować nad sobą, zwłaszcza gdy pod jego opieką znajduje się dziecko. Co więcej, to dorosły ma nauczyć dziecko trudnej sztuki zrozumienia i dojrzałego reagowania na swoje uczucia i popędy. Koniec kropka. Widziałam łzy kapłanów, którzy czuli do siebie wstręt po tym, gdy złamali przyrzeczenie celibatu czy zakonne śluby. Rozumiem ich ból.

Serce Boga. Otwarte na oścież dla ofiar każdej krzywdy. Dla ofiar przemocy w każdej jej formie. Serce Boga otwarte na oścież dla wszystkich grzeszników, dla każdego kto żałuje swojej winy. Serce Boga hojne. Serce Boga zranione, by uleczyć rany jednych i drugich. W obu przypadką są to rany zadane przez grzech. Cudzy lub własny.

Ale jednocześnie to samo serce Boga surowe dla tych, którzy żyją w hipokryzji. Myślę, że nie pomylę się wielce, dzieląc grzeszników, czyli nas wszystkich na dwie grupy. Jedna są to ci, którzy grzeszą ze słabości. Szczerym sercem pragną zachowywać Boże przykazania, kochają Boga, ale czasami, niekiedy często upadają. Ich w Ewangelii reprezentują celnicy, jak Zacheusz, cudzołożna kobieta, Piotr, Tomasz, tłumy chorych, opętanych i nieszczęśliwych. To wśród nich byli także ci księża, na których łzy patrzyłam. Dla nich Jezus ma miłosierdzie. Dla nich Jego sprawiedliwość jest miłosierna. Patrzy na nich z czułością. Woła ich po imieniu. Jesteś wśród tych ludzi? Chcę Ci napisać z całego swojego serca – przychodź do Jezusa. Nie bój się Go. Przychodź do Niego i oddawaj Mu swój grzech. Nie patrz na to, jak często upadasz. Przychodź. On nie męczy się przebaczaniem, jak powiedział papież Franciszek. Proszę Cię, która/y czytasz te słowa. Nawet gdybyś dziś był/a do spowiedzi, a jutro upadł/a przyjdź do Jezusa. Ba, gdybyś miał/a przyjść do spowiedzi dwukrotnie tego samego dnia, zrób to. Uczyń wszystko, co możesz, aby nie upadać, ale jeśli upadniesz ze swojej słabości, przyjdź. Jezus patrzy na Ciebie z czułością. On przyszedł do takich jak Ty. On przyszedł do chorych, bo nie potrzebują lekarza zdrowi, ale chorzy (por. Mk 2, 17). Proszę Was, nie bójcie się spowiedzi. Nie wstydźcie się spowiedzi. Walczcie z grzechami, unikajcie ich. Ale nie unikajcie spowiedzi, gdy zgrzeszycie. Obyście, jeśli upadniecie, mogli policzyć w godzinach, a nie w dniach, czas przeżyty bez łaski Bożej.

I jest też druga grupa grzeszników. Tych w Ewangelii reprezentują faryzeusze. Dla nich Jezusowe miłosierdziem jest sprawiedliwość. Jest karcenie i upominanie tak długo, aż skruszy ich serca, o ile nie stwardniały na zawsze. Do grzeszników z pierwszej grupy, Jezus mówi czule. Do grzeszników z drugiej grupy, Jezus mówi ostro:  Biada wam, przewodnicy ślepi, którzy mówicie: Kto by przysiągł na przybytek, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na złoto przybytku, ten jest związany przysięgą. Głupi i ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, złoto czy przybytek, który uświęca złoto? Dalej: Kto by przysiągł na ołtarz, to nic nie znaczy; lecz kto by przysiągł na ofiarę, która jest na nim, ten jest związany przysięgą. Ślepi! Cóż bowiem jest ważniejsze, ofiara czy ołtarz, który uświęca ofiarę? Kto więc przysięga na ołtarz, przysięga na niego i na wszystko, co na nim leży. A kto przysięga na przybytek, przysięga na niego i na Tego, który w nim mieszka. A kto przysięga na niebo, przysięga na tron Boży i na Tego, który na nim zasiada. 
Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Bo dajecie dziesięcinę z mięty, kopru i kminku, lecz pomijacie to, co ważniejsze jest w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę. To zaś należało czynić, a tamtego nie opuszczać. Przewodnicy ślepi, którzy przecedzacie komara, a połykacie wielbłąda! (Mt 23, 16-24) «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: 
Ten lud czci Mnie wargami, 
lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. 
Ale czci Mnie na próżno, 
ucząc zasad podanych przez ludzi. 
Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, ». I mówił do nich: «Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: Czcij ojca swego i matkę swoją, oraz: Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie. A wy mówicie: „Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem [złożonym w ofierze] jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie” – to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie». (Mk 7, 6-13).

Słowa Jezusa są twarde. Mogą wręcz zdawać się niegrzeczne. Ale są one wyrazem miłości i troski o ich dusze. Jezus i dziś mówi w taki sposób do współczesnych faryzeuszy. Czy nie tym samym jest stawać codziennie przy Jego ołtarzu, jednocześnie dopuszczając się molestowania dzieci albo chroniąc sprawców takich czynów?  Wspomniany przez Jezusa przykład z ofiarowaniem pieniędzy, które miały służyć na pomoc starszym rodzicom, doskonale ilustruje sytuację, w której prawo świątynne, stawało w sprzeczności z przykazaniem miłości, z prawem wpisanym w ludzkie serca, było wręcz w kontrze do tego prawa, choć pozornie uzasadnione dobrem, ofiarą dla Boga. Możemy tworzyć sobie dziesiątki przepisów, które mogą zewnętrznie chronić nas od odpowiedzialności pod pozorem dobra dla Kościoła. Możemy też wcale takich przepisów nie mieć, ale tworzyć swoje obyczaje, swoją „tradycję”, którą będziemy uzasadniać bronienie tych, którzy bronieni być nie powinni. Wiemy jednak, że gdy staniemy przed majestatem Boga, argument z prawa cywilnego, które dopuszczało aborcję, albo argument z prawa kościelnego, które wykorzystywaliśmy tak, by wybielić swoje sumienie, czy unikać odpowiedzialności, nie będzie miał znaczenia. Spotykamy się z prawdą swojego sumienia. A ono będzie krzyczeć.

Statystyka jest drugorzędna. Dla Boga liczy się każda owca. Bóg upomni się o łzy każdego skrzywdzonego człowieka. Wszędzie i zawsze. Skrzywdzonego w domu, skrzywdzonego w szkole, wśród przyjaciół, przez księży, nauczycieli. Przez każdego. Dojdzie do uszu Boga krzyk pokrzywdzonych:  Za niegodziwość – pomoc dla nich? (Ps 56, 8). I Bóg odpowie. On bowiem przechował ich łzy w swoim bukłaku (por. Ps 56, 9).

Bóg napominał lud wybrany na różne sposoby. Biblia przedstawia wiele przykładów, gdy narzędziem w ręku Boga stawali się także ci, którzy wcale w Niego nie wierzyli, albo byli wrogami Izraela lub poważnymi grzesznikami. Czym była niewola babilońska? Czy nie Kajfasz powiedział proroctwo o tym, że Jezus umrze za naród? „Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród». Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (J 11, 49-52). Czy dzisiaj Bóg nie może dobijać się do skamieniałych serc, chcąc obudzić je z obłudy, także posługując się kimś, kto niekoniecznie kocha Kościół? Oczywiście, że może.

Warto spojrzeć do dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi o wydawaniu owocu. I o tym, że nie można wydawać owoców, jeśli nie trwa się w Nim, który jest winnym krzewem. Nawet, gdybyśmy pozornie, zewnętrznie, wydali jakieś owoce, za które spotka nas uznanie w oczach ludzi, na nic nam one, jeśli nie będziemy zjednoczeni z Jezusem. Tradycyjnie mówi to teologia, trzymając się słów św. Pawła, że łaska zbawia a nie uczynki. Uczynki, najcudowniejsze nawet, wybudowane kościoły, dziesiątki zmówionych litanii, setki przeprowadzonych rekolekcji, nie otworzą nam bram nieba, jeśli nie będziemy w stanie łaski uświęcającej. Nasze uczynki bez łaski, nie mają wartości zasługującej na niebo. Są jednak jak skrwawiona szmata (Iz 64, 5), dopóki nie zanurzymy ich w Krwi, która wybiela, w Krwi Jezusa. Nie dlatego, że w każdym dobrym czynie, jest coś złego, jak chcieli niektórzy protestanccy teolodzy. Ale dlatego, że żaden nasz uczynek, bez łaski Bożej, nie otworzy nam nieba.

Jezusa najbardziej boli hipokryzja. Nie grzech, a podwójne życie. Nie grzech, a brak nawrócenia. Nie grzech, a zuchwałość. Z grzechem Jezus sobie poradzi. Już sobie poradził na Golgocie. Z hipokryzją, w której ktoś będzie trwał do końca, do ostatniej chwili, nic jednak nie będzie mógł zrobić. Ona zamknie możliwość skorzystania z miłosierdzia. I Jezus uczyni wszystko, co tylko możliwe, żeby zniszczyć skorupę, która stopniowo narasta w sercu hipokrytów. Jezus tak robi, bo kocha. Będzie rozwalał ją młotkiem, niekiedy topornym i wrogo wyglądającym tak długo i na wszelkie sposoby, aż do śmierci hipokryty. Oby jednak pozwolił on sobie na rozbicie tej skorupy. Oby nie odwrócił się plecami ze strachu przed młotkiem, który nie wygląda na przyjazny. 
Serce Jezusa jest otwarte. Serce Jezusa krwawi i zaprasza – pozwól się obmyć w Jego Krwi. Przyjdź do Niego. Uznaj swój grzech. A jeśli jesteś w grupie hipokrytów, uznaj swoją hipokryzję. Powiedz Mu, że przez dni, a może lata, żyłeś odwrotnie do tego, czego nauczałeś i czego wymagałeś od innych. I nawróć się i pierwsze czyny podejmij (por. Ap 2, 5). Masz szansę! Nie czekaj, nie odkładaj tego.

Jestem grzesznikiem. Przebiłam i zraniłam serce Boga nie raz. Ale mam jedno pragnienie. Abym przez całe moje życie mogła mówić, jak jeden ze świętych, któremu (jak i każdemu innemu) nie dorastam do pięt, że jestem grzesznikiem, który kocha Jezusa Chrystusa. Wiem jednak, że to też będzie łaską. Od pojedynczych grzechów do hipokryzji droga jest krótka. Bardzo się boję, aby kiedyś nie znaleźć się po stronie hipokrytów. Komu się zdaje, że stoi, niech baczy, aby nie upadł (por. 1 Kor 10, 12). Proszę więc i błagam codziennie Boga ze łzami, nieco innymi niż Tenenbaum słowami: Ale zbaw mnie od zuchwałości, ocal mnie od hipokryzji, Panie. Nie ze względu na moje zasługi, bo ich nie mam, ale ze względu na Krew Twoją, Panie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s