O nawróceniu po nawróceniu, czyli kilka słów o żalu za grzechy

Staram się weryfikować moje religijne doświadczenie w świetle Objawienia, czyli Pisma Świętego i Tradycji Kościoła. Tak się powinno. Bez tego łatwo osiąść na mieliźnie, zacząć tworzyć jakąś swoja wersję Boga, twór własnego umysłu. Jakiś czas temu zauważyłam coś ciekawego. Nie wiem, czy o tym już wspominałam, ale nawet jeśli, to w dzisiejszym wpisie chcę rozwinąć tę myśl. Otóż, zauważyłam, że niejednokrotnie przystępując do sakramentu pokuty, spełniając warunki spowiedzi, takie jak żal za grzechy, czy postanowienie poprawy, zgodnie z tym, co nakazuje Kościół, nie odczuwam uczucia żalu w silny sposób. Zdarza się jednak, że przychodzi to dopiero już po przyjęciu sakramentu pokuty. Że takie doświadczenie może być czymś naturalnym i znanym chrześcijanom, wiedziałam od spowiedników. Szukałam jednak fragmentu Słowa Bożego, które mogłoby o tym mówić. Wczoraj zupełnie „przypadkiem”, natrafiłam na takie Słowo. Zanim jednak do niego przejdę, chcę napisać kilka słów o samym żalu za grzechy.

Mam silne przekonanie, że wiele osób powstrzymuje się z szybkim przystąpieniem do sakramentu pokuty, gdy tego potrzebują, właśnie z powodu „braku żalu za grzechy”. Często jednak mają oni wymagany przez Kościół żal za grzechy, nie czują natomiast UCZUCIA żalu. Ale to nie UCZUCIE żalu jest konieczne do ważnego przyjęcia rozgrzesznia, ale „ból duszy i znienawidzenie popełnionego grzechu z postanowieniem niegrzeszenia w przyszłości” (Sobór Trydencki: DS 1676). Nie ból psychiki, ból uczuciowy, ale ból duszy. Znienawidzenie popełnionego grzechu, o którym mowa, również nie musi, choć może, łączyć się z emocjami. Podobnie jak wiara nie jest w teologii rozumiana jako uczucie, jako religijne wzruszenie, ale jako „osobowe przylgnięcie całego człowieka do Boga, który się objawia. Obejmuje ona przylgnięcie rozumu i woli do tego, co Bóg objawił o sobie przez swoje czyny i słowa” (KKK 176).  „Przez wiarę człowiek poddaje Bogu całkowicie swój rozum i swoją wolę. Całą swoją istotą człowiek wyraża przyzwolenie Bogu Objawicielowi (Por. Sobór Watykański II, konst. Dei verbum, 5). Pismo święte nazywa odpowiedź człowieka objawiającemu się Bogu „posłuszeństwem wiary” (Por. Rz 1, 5; 16, 26) – KKK 143). Wiarę mogę zarówno czuć, jak i nie czuć i niezależnie od tego, mogę posiadać wiarę. Jest ona aktem rozumu i woli, aktem posłuszeństwa. Bóg jest Bogiem, a ja jestem tylko człowiekiem. Ufam Bogu, wierzę Mu, ze względu na Jego autorytet jako Boga. Wiara zakłada relację. Początkowo relację służby, opartą na posłuszeństwie. O tym, choć nie tylko o tym, dużo mówi nam Stary Testament. Stopniowo pokazuje on też, że Bóg pragnie z człowiekiem jeszcze ściślejszej relacji, przyjaźni, co więcej miłości. Pełnię tego, kim jest Bóg i jakiej relacji z nami pragnie, objawia nam Jezus Chrystus w Duchu Świętym, osobowej miłości Ojca i Syna. Wczorajsze Słowo mówi także o tym: Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego (J 15, 15).

Podobnie jak z wiarą, jest też z żalem. Żal za grzechy może łączyć się z uczuciem żalu, ale nie musi. Pisze o tym w takich słowach o. Salij: Bywa jednak tak, że naszej miłości nie towarzyszy odczucie emocjonalne. Również autentycznemu żalowi za grzechy nie zawsze towarzyszy odczucie żalu. Bo najważniejsze, żebym zobaczył, iż Bóg, który mnie kocha, potępia mój grzech. I żebym umiał Bogu powiedzieć: „Boże, Ty masz rację! Mój grzech zasługuje na potępienie! I daj mi moc, abym umiał przyłączyć się do tego potępienia, jakie wypowiadasz przeciwko mojemu grzechowi! Abym uczynił to nie tylko wewnętrznym przeświadczeniem, ale również pokutnymi czynami!” Więcej na ten temat, znajdziecie też w tym artykule, innego autorstwa, bardzo polecam: https://www.przewodnik-katolicki.pl/Archiwum/2014/Przewodnik-Katolicki-11-2014/Wiara-i-Kosciol/Zal-za-grzechy
Żal za grzechy trzeba też odróżnić od poczucia winy. Nie są to pojęcia tożsame, synonimy. Psychologiczne poczucie winy może być zupełnie fałszywe. Możemy odczuwać chore poczucie winy, wobec rzeczy, które nie są w ogóle grzechami. Częsty obraz przy skrupulanckim sumieniu. Może być nieadekwatne do rzeczywistości, do popełnionej winy – za małe lub za duże. Często stopień odczuwanego poczucia winy wynika bardziej z tego, jak zostaliśmy wychowani i z naszych uwarunkowań psychicznych, niż ze stanu naszej duszy.  Może być uogólnione poczucie winy, podobne do lęku uogólnionego, które sprawia, że osoba potocznie mówiąc, „przeprasza, że żyje”. Możemy mieć też zdrowe poczucie winy, które będzie pomocą przy akcie żalu za grzechy. Poczucie winy może prowadzić nas ku skrusze i nawróceniu, a może prowadzić do rozpaczy, jak u Judasza. Nie możemy więc zatrzymywać się na samym poczuciu winy i w jego świetle oceniać naszego żalu za grzechy.

Kiedyś usłyszałam ciekawy przykład. Jasio przychodzi do swojego taty i opowiada mu, jak pobił kolegę, który pokazał mu język. „Ale miał śliwę pod okiem, kompletnie go sprałem”. Tata pyta Jasia: Jasiu, co czujesz w związku z tym, co zrobiłeś? Jasiu odpowiada: Dziką satysfakcję, tato. Tata: Jasiu, a uważasz, że dobrze zrobiłeś, kolejny raz w takiej sytuacji też byś tak zrobił? Jasiu zamyśla się i mówi: Nie, tato, zrobiłem mu świństwo. Powinienem był się opanować i jakoś inaczej zareagować. Mogłem z nim na przykład porozmawiać. Na przyszłość chciałbym postąpić inaczej.

Z tego dialogu wynika, że Jaś ma żal za grzechy. Spokojnie mógłby przystąpić do sakramentu pokuty. Mimo, że odczuwa satysfakcję obronienia się przed zaczepkami kolegi, że poczuł się od niego lepszy, silniejszy i wygrany. Ale wie, że zrobił źle. Że taki sposób uzyskania tych pozytywnych emocji, był niewłaściwy. I chce w przyszłości postąpić inaczej. Czy mu się uda? Nie może zagwarantować. Ale chce, postanawia, będzie próbował z pragnieniem, by sie udało. Dlaczego? Bo wie, że to, co zrobił było złe, mimo że dało mu pozytywne emocje. A zła trzeba unikać. Jasiu ma żal za grzechy i postanowienie poprawy.

Nasze emocje często podążają dopiero za naszą wolą. Nie są pierwszym wagonem, ale niekiedy przedostatnim. Odkąd człowiek popełnił grzech pierworodny, pierwotna harmonia między naszym rozumem, wolą, uczuciami, ciałem i całą jego biologią, uległa rozchwianiu. Nasze emocje też się „rozjeżdżają”. Taka jest kondycja człowieka, który stopniowo przez całe swoje życie, dąży ku pełnemu zintegrowaniu siebie, co w 100% będzie miało miejsce dopiero po naszym zmartwychwstaniu. Podobnie jest, gdy przebaczamy. Przebaczamy najpierw rozumem i wolą, chcemy przebaczyć. Uczucia wstrętu, gniewu wobec tego, kto nam zawinił, mogą być jeszcze długo po decyzji przebaczenia. One powoli ustąpią w ślad za decyzją rozumu i woli, ale nieraz po wielu dniach, miesiącach lub latach.

Słowo Boże, o którym wspomniałam na początku to Jr 31, 18b-19a. W tłumaczeniu Paulistów brzmi ono: „Spraw, abym wrócił, a powrócę, bo Ty, Panie, jesteś moim Bogiem. Odkąd się  nawróciłem, jestem pełen skruchy. Gdy się opamiętałem, zacząłem bić się w piersi„. Nie znałam wcześniej tego Słowa. Bardzo mnie ono zaskoczyło i uradowało. Znalazłam w nim opis właśnie tej rzeczywistości, kiedy wracam do Pana, ale jeszcze moje uczucia muszą tam powrócić. Zrobią to później. Wielokrotnie dzieje się tak po spowiedzi. Spotkanie z miłosierdziem Pana, rodzi uczuciowy żal. Zwraca moją uwagę zwrot „bo Ty, Panie, jesteś moim Bogiem”. Oto prawdziwy powód powrotu! Wracam, bo Ty jesteś Bogiem. Bo Ty wiesz lepiej ode mnie. Wracam, bo Cię zraniłam. Coraz lepiej w tym kontekście rozumiem, jakim ułatwieniem jest postrzeganie naszej relacji z Bogiem, jako relacji miłości, podobnej do tej między dwojgiem ludzi, przyjaciół, czy małżonków. Różnica jest tylko w tym, że w naszych ludzkich relacjach, obie jej strony są ludźmi, a relacje przyjacielskie są równorzędne. Relacja rodzicielska, mogłaby to ilustrować, ale często jest niedoskonała i raniąca, a te niedoskonałe obrazy przenosimy na Boga, więc nie chcę posługiwać się tym przykładem. Popatrzmy jednak na żal doskonały. Ma on wypływać z miłości do Boga. Wielu pomaga obraz męki Jezusa – tyle dla nas cierpiał, a my zraniliśmy Go. Szczególnie przemawia do mnie obraz oplucia Jezusa i bicia go po twarzy przez żołnierzy. Nic im nie zrobił, a Mu napluli w twarz. Kiedy myślę o opluciu kogoś, kto mi jest przyjacielem, który nic złego mi nie zrobił, czuję jakie to niesprawiedliwe, jakie to świństwo. Ale przemawia do mnie też obraz zestawienia z żalem niedoskonałym, na przykład ze strachu przed piekłem. I mam taką małą prywatną formułkę: Panie, nawet jeśli nie byłoby piekła (żeby było jasne, wierzę w istnienie wiecznego piekła i realnej możliwości znalezienia się tam ludzi), nawet jeśli za to, co zrobiłam, nie spotkałaby mnie żadna kara, ale mówisz mi, że to Ci się nie podoba i Cię zasmuca, to żałuję, że to zrobiłam. Skoro Cię kocham, nie chcę sprawiać Ci bólu.
Czy nie tak dzieje się w najbliższych relacjach? Kiedy przyjaciel objawia nam część siebie, objawia nam swoje upodobania, mówi, że nie lubi czegoś jeść, albo przebywać w jakimś miejscu, nie będziemy mu tego serwować, ani go tam zabierać, prawda? Nawet jeśli takie zachowanie, nie skutkowałoby żadną karą. Po prostu nie chcemy czynić bliźniemu tego, czego nie chcielibyśmy, aby czyniono nam. Obraz ten jest niedoskonały. W relacjach międzyludzkich nie ma takich zależności, jak między mną a Bogiem. Możemy nie robić czegoś w obecności przyjaciela, ale jednocześnie gdy to nie jest samo w sobie złe, podejmować jakąś aktywność z innymi ludźmi, którym ona nie przeszkadza. Bóg zamieszkuje jednak nas. Nie możemy znaleźć się poza Jego obecnością. Mówi o tym cały psalm 139: „Gdy wstąpię do nieba, tam jesteś; jesteś przy mnie, gdy się w Szeolu położę. Gdybym przybrał skrzydła jutrzenki, zamieszkał na krańcu morza: tam również Twa ręka będzie mnie wiodła i podtrzyma mię Twoja prawica. Jeśli powiem: «Niech mię przynajmniej ciemności okryją i noc mnie otoczy jak światło»: sama ciemność nie będzie ciemna dla Ciebie, a noc jak dzień zajaśnieje: <mrok jest dla Ciebie jak światło>” (Ps 139, 8-12). Od przyjaciół nie jesteśmy też aż tak zależni jak od Boga, nie mogą nam oni odebrać oddechu w sensie absolutnej zależności istnienia (por. Ps 104, 29), jak Bóg, którego potrzebujemy jak powietrza (por. Dz 17, 28). Ale obraz przyjaźni i relacji, w której powinna się liczyć druga osoba i nasza miłość do niej, a nie kara i lęk, może pomóc w żalu doskonałym, choć myślę, że nigdy nie możemy zagwarantować, że ten żal mamy z całkowitą pewnością.

Jeremiasz pisze, że po nawróceniu – po powrocie do Boga, przez analogię, po spowiedzi-może przyjść pełnia skruchy, bicie się w piersi, lepsze zrozumienie swojej winy i żal bardziej uczuciowy. Tak właśnie bywa. Jeśli więc, Czytelniku, wstrzymujesz się z pojednaniem z Bogiem, bo zauważasz, że choć uznajesz, że popełniłeś zło, to „nie czujesz smutku, żalu etc”, że choć chcesz go w przyszłości wedle wszelkich możliwości, całą siłą unikać (czy się uda, nie wiesz), ale wstrzymują Cię emocje, które mówią Ci o jakiejś uczuciowej korzyści z grzechu, to wiedz, że możesz przystąpić do sakramentu pokuty. Nie odwlekaj tego. Nie mając łaski uświęcającej, jesteś bardziej rozbity wewnętrznie. Twoje emocje są jeszcze dalej od rozumu i woli, niż w stanie łaski. Może także i to wykorzystuje szatan, aby nas trzymać w niewoli grzechu, powstrzymując fałszywymi argumentami od spowiedzi? Łaska uzdalnia nas do wewnętrznej integracji. Może stąd łatwiej o uczucia żalu, gdy już w niej na powrót jesteśmy? Łaska przekształca nas od środka. Nie jest czymś zewnętrznym, jakmiś narzuconym nam na ramiona płaszczem, ale realną zmianą w naszym bycie. Wykracza poza świat biologiczny, nie zbadamy jej, nie zmienia składu naszej krwi, ani jej ciśnienia. Ale naprawdę zmienia nasz wewnętrzny stan.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s