Szymonie, mam ci coś do powiedzenia cz. I

Daaaaawno nic tu nie było.Pragnę poinformować, że z tego tekstu może korzystać każdy. Do kazań, rekolekcji, prywatnych rozważań itp itd. Proszę tylko o wzmiankowanie, że tekst jest znaleziony w Internecie, aby zachować prawdomówność.Niech się wypełnia dzisiejsze Słowo: Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi bowiem, gdybym nie głosił Ewangelii!Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia.1 Kor 9, 16-18

Jeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.

Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą». Na to Jezus rzekł do niego: «Szymonie, mam ci coś powiedzieć». On rzekł: «Powiedz, Nauczycielu!» «Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt.  Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?» Szymon odpowiedział: «Sądzę, że ten, któremu więcej darował». On mu rzekł: «Słusznie osądziłeś».

 Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje». Do niej zaś rzekł: «Twoje grzechy są odpuszczone». Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: «Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?» On zaś rzekł do kobiety: «Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!»

Łk 7, 36-50

Szymon lubił zapraszać Nauczyciela. Nie krył się z pewną sympatią wobec jego osoby. Sympatia ta była jednak nie pozbawiona rezerwy i wątpliwości. Jezus był jednak bardzo znany. Gościć Go, oznaczało także budować własny prestiż. Na wyprawioną ucztę przychodziły wówczas najznamienitsze osoby z grona faryzeuszów i uczonych w Piśmie. Ci, którzy przyjaźnili się z Szymonem lub mieli u niego względy. Koło domu kręciło się wówczas również sporo szemranego towarzystwa. Biedacy zajmowali miejsce w pobliżu drogi, licząc na jakichś grosz, kalecy i chorzy również siadali w miejscach, którymi Nauczyciel mógł przechodzić, w nadziei, że ich dostrzeże i uzdrowi. A nawet jeśli nie, to przynajmniej dotkną się Jego szaty. Mówiono, że i taki gest przyniósł zdrowie cierpiącej od wielu lat na upływ krwi kobiety. Ludzie niezaproszeni, ale i nie zaliczający się do szemranego towarzystwa, siadali niekiedy na schodkach prowadzących do głównej izby, albo w przedsionku. Chcieli przysłuchać się rozmowom Mistrza, wiedzeni poszukiwaniem mądrości i głębszego poznania Adonai.

Tego dnia było podobnie. Szymon był nieco zmęczony, bolała go głowa. Przygotował wszystko jak trzeba, ale w ostatniej chwili jego żona musiała pobiec do kuzynki, która akurat zaniemogła. Zostawiła obfitość potraw i dobre wina. Ale Szymon wyczuwał, że o czymś zapomniała. Nie był jednak w stanie myśleć. Głowa bolała go niemiłosiernie. Wyczuwał, że coś się stanie dzisiejszego wieczoru. Coś złego. Wyszedł przed dom, aby zaczerpnąć głęboki oddech. Na horyzoncie widać było nadciągające ciemne chmury.

– Zanosi się na burzę – mruknął pod nosem sam do siebie.

Goście powoli zaczęli się zchodzić i zajmowali miejsca w sali usłanej i przygotowanej na ucztę. Czekało jeszcze jedno miejsce na Mistrza. Ten był już w pobliżu, ale przed domem zagadał się z jakimiś żebrakami. Szymon rozglądał się po sali.

– Cholera, coś jest nie tak, ale nie wiem co…

Jezus wszedł wraz z kilkorgiem swoich uczniów. Położył się na centralnym miejscu. Zaczęto spożywać posiłek. Na sali panował gwar rozmów. Każdy chciał zapytać o coś Mistrza. Interpretacja Prawa – główny konik większości zebranych. Ważność przykazań, zasady przestrzegania szabatu. Jezus na niektóre pytania odpowiadał w swoim stylu – pytaniami, przypowieściami. Inne pomijał milczeniem.

Szymon zauważył w oddali jakąś kobietę. Dreszcz niepokoju przeszedł po jego ciele.

Czy to ona? Nie był pewien, ale przecież na moment ich spojrzenia się skrzyżowały. Dina? Nie, to niemożliwe. Co ona tu robi? Znów poczuł w głowie nieznośny ciężar.

To przewidzenie…- pomyślał. Ale coś nie dawało mu spokoju.– Nie, to tylko mój ból głowy, zaczynam mieć przewidzenia. Może to gorączka? Zatopił wzrok w półmisku. Po chwili jednak znów podniósł głowę. To ona. Usłyszał szmer niezadowolenia wśród ciżby kłębiącej się na schodkach. Tak to ona. Siadła przy wejściu do sali, spojrzała po wszystkich, jakby wystraszona. Spuściła głowę, oparła się o odrzwia, lekko zasłoniła twarz. Słuchała. Na zewnątrz zaczął padać deszcz.  Mistrz mówił właśnie, biorąc do ręki czarkę z winem: – Cóż z tego, że skrzętnie przestrzegamy wszelkich przepisów o rytualnej czystości? Obmywamy z zewnątrz kubki, dzbanki, naczynia miedziane, a wewnątrz nich pozostają resztki potraw. Czy o to chodzi? Adonai, niech będzie błogosławione jego Święte Imię, jest tym, którego interesuje wnętrze. Wnętrzne najgłębsze. Wnętrze najtajniejsze. Przed Jego oczyma nie schowa się nic. Ale Jego sprawiedliwy wzrok, który wypali wszelki brud, jest też wzrokiem głębszym. Jego wzrok przenika głębiny mórz i oceanów. Czyż więc nie przenika głębin serc? Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni! Nadejdzie Dzień sprawiedliwy, który wypali zło. Owszem! Ale Dzień ten ukaże też głębię głębin.

Lunęło. Grzmot przeszył powietrze.

– I wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi. Wielu z tych, którzy zdawali się ludziom sprawiedliwymi, nie zajmie miejsca u stołu Adonai. Wielu natomiast tych, których mieliśmy za złych i grzesznych, którymi gardziliśmy, wielu pogan i trędowatych, wielu Samarytan wejdzie na ucztę. Powiadam wam: celnicy i nierządnice wejdą na ucztę Adonai przed synami Abrahama. Bóg bowiem z tych kamieni, na których siedzą ludzie wokół tego domu, może wzbudzić potomstwo Abrahamowi.

Jezus wychylił czarkę wina. Podniósł wzrok. A ona go spuściła natychmiast, gdy tylko skrzyżowały się ich spojrzenia.

Wszystko wróciło do normy. Uczta trwała…

Gwarne odgłosy przerwał brzdęk rozbijanej butelki. Wszyscy zamilki. Rozglądali się, skąd on dobiegł… Mistrz? Nie, nie, to nie On. Ale… Ona. Co ona tu robi? U jego stóp. Nieznośna cisza sprawiła, że podniosła głowę. Spojrzenia pełne obrzydzenia, zgorszenia, osądu. Niektóre rozochocone winem, zdawały się patrzeć na nią tak, jak dobrze to znała. Nie była jednak dla nich piękną kobietą. Nie lubiła tych spojrzeń, a jednak je lubiła. Kiedy je widziała, chciała jednak płakać. On był inny. Nigdy jeszcze, przenigdy nie widziała oczu, w których mogłaby się przeglądać. Oczu, który mówiły o miłości, o bezbrzeżnym oceanie ciszy i pokoju, oczu, w których była kimś. Nie tą, którą się pogardza, albo którą się pożąda, ale takim pożądaniem, w którym w ogóle nie ma miłości. Teraz jednak czuła na sobie ich wzrok. Jej serce kołatało w piersiach. Co się stanie. Ręce umorusane olejkiem zaczęły drżeć. Spuściła głowę. Po co tu weszłam? Nie wytrzymała tego napięcia i wybuchnęła głośnym płaczem. Kilka minut było słychać tylko płacz. Położyła swoją głowę na Jego stopach. Przykryła je włosami. Trzęsła się z lęku, z bólu, ze wstydu. Nie wiedziała już co robi i co ma robić. Zaczęła całować jego stopy. A oni patrzyli. Przez chwilę czuła się odurzona zapachem olejku, który miała już na całej twarzy, w nosie, na ustach, na włosach. Olejku, którym oblała jego stopy. A oni patrzyli.

Jakub, jeden z członków Wysokiej Rady wyszedł. Symeon chciał zapaść się pod ziemię. Szymon czuł, jak jego głowa pulsuje.

Była znana na tyle, że każdy z jego gości coś wiedział. To byli poważni ludzie. Była nieznana na tyle, że przeciętny mieszkaniec tego sporego miasteczka mógł nie wiedzieć. Ale prorok? Prorok musiał wiedzieć. Po pierwsze dlatego, że również był poważnym człowiekiem, a poważni ludzie wiedzieli, co się o niej mówi. Po drugie dlatego, że był prorokiem. To chyba do czegoś zobowiązuje? – Myślał Szymon.

O, Adonai, w moim domu… Wiedziałem, że dziś będzie jakaś katastrofa. Czułem to. Co za wstyd. Pozwoliłem na to, że ona tu weszła. Jak ona to zrobiła? Pozwoliłem, że ona się Go dotyka. W przededniu świętego dnia szabatu. Ale kimże On jest? Czy nie wie? Jak może nie wiedzieć? Jak może sobie na to pozwolić? Dlaczego nie kopnie jej, jak się kopie wałęsającego się pod stołem kundla.

– Szymonie, mam ci coś do powiedzenia.

Szymon pobladł. Czuł jak jego nogi stają się miękkie niczym wata. Nie byłby wstanie teraz wstać. Upadłby jak długi. Zbierało go na wymioty. Na pewno usłyszę reprymendę… Ale jestem gospodarzem. Nie ma wyjścia. Zebrał się w sobie i odezwał: Powiedz, Nauczycielu.

I znów to samo uczucie odpływającej krwi. Znów te zawroty głowy i serce bijące jak oszalałe.

«Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt.  Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?» Szymon odpowiedział: «Sądzę, że ten, któremu więcej darował». On mu rzekł: «Słusznie osądziłeś».

Zapadła cisza. Czy On jest poważny? Takie zgorszenie, a On ani słowem… Wzięło Go na przypowieści…

Znów rozbrzmiał głos Jezusa.

– Widzisz tę kobietę?

 Zamarła. Jej ręce stały się lodowate. Przeraziła się. Co powie? Nie była w stanie nawiązać myślami do wygłoszonej przed chwilą przypowieści. Za dużo emocji.

Szymon też zamarł. Krew, która odpływała mu z głowy, na powrót zagotowała się w tętnicach. Czuł pulsowanie na skroni.

 Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg – Szymon był bliski omdlenia –  ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła.
Szymon poczuł nudności. Tego jest już za wiele… Ale Nauczyciel nie zamierzał skończyć tak szybko. Kontynuował.

Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci:

(Jeśli kilka sekund może dla kogoś trwać wieczność i może być to wieczność oczekiwania na wyrok, musi być ona właśnie tym, co teraz czuł Szymon).

Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała.


Salę wypełnił głośny płacz Diny. Przywarła do stóp Jezusa, objęła je najsilniej jak potrafiła, trzęsąc się z płaczu.


 -A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje».

Plakała jak dziecko…

Cdn.
Źródło fotografii: http://www.parafia-radzymin.pl/czytanie-na-czwartek-19-wrzesnia-2019/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s